Stowarzyszenie Wymiany i Pojednania
Stowarzyszenie jest prawnym organem warszawskiej wspólnoty Ruchu "Maitri"

 

 

ŚWIATOWI LIDERZY WALKI Z TRĄDEM
o. Jan Beyzym SJ -  MARANA

Jan Beyzym urodził się na Wołyniu w 1850 roku. Jako zakonnik był długoletnim wychowawcą młodzieży w konwiktach Towarzystwa Jezusowego w Tarnopolu i Chyrowie. Do "obsługi trędowatych" wyjechał dopiero w 48. roku życia.

Pierwszą placówką, którą objął na Madagaskarze było leprozorium w Ambahiwuraka koło Tananariwy, gdzie przebywało około 150 chorych, którzy w całkowitym opuszczeniu zamieszkiwali walące się baraki. Wielu umierało z głodu. Poranieni, często bez palców u rąk i bez stóp, nie mogli pracować. Pozbawionym elementarnej opieki lekarskiej dokuczały choroby weneryczne i wszy. Władze i większość społeczeństwa odmawiały im prawa do życia. Gdy zbliżali się do wioski z prośbą o jałmużnę, odpędzano ich kijami i kamieniami.

Pierwszym krokiem ojca Beyzyma niesłychanym w dziejach misji na Madagaskarze było zamieszkanie na stałe wśród trędowatych. Działo się to w czasach, gdy inni rozważali sposoby eliminacji fizycznej trędowatych! Dzielił się z chorymi swoją porcją ryżu, żebrał dla nich, starał się o ubranie, poprawiał nędzne mieszkania. Opatrując rany ciała, leczył także dusze. Ta postawa zaowocowała dziełem, które uczyniło go prekursorem współczesnej opieki nad trędowatymi. Zaraz po zetknięciu się z sytuacją chorych na Madagaskarze, powiedział przełożonemu misji: "Niezbędny jest szpital, a nie takie jaskinie jak te, doktor i siostry miłosierdzia lub inne zakonnice". Idea ta całkowicie go opanowała. W czasach, gdy trąd był nieuleczalny, gdy rozlegały się głosy, by zarażonych truć i zabijać, on postanowił zbudować dla nich prawdziwy szpital, by ich leczyć i przywracać nadzieję. Nawet zakonni przełożeni nie mogli pojąć tych planów.
"Posługacz trędowatych" nie mając grosza przy duszy, całkowicie zaufał Matce Bożej i swoim rodakom. Zaczął pisać listy do "Misji katolickich" i do osób prywatnych, w których błagał o pomoc. Skutek korespondencji był nadzwyczajny. Trafiała do ludzi głębią myśli i uczuć. I oto, mimo ubóstwa wyniszczonego wówczas polskiego społeczeństwa, ze wszystkich trzech zaborów popłynęły ofiary. Już po kilkunastu miesiącach stało się jasne, że dzieło dojdzie do skutku.

Ojciec Beyzym znalazł odpowiedni teren pod budowę w Marana w pobliżu Fianrantsoa, gdzie znajdowało się także niewielkie schronisko dla trędowatych. W styczniu 1903 roku rozpoczął budowę a otwarcie zakładu nastąpiło 16 sierpnia 1911 roku. Zakład obejmował dwa pawilony mogące pomieścić razem 140 chorych oraz kaplicę, dom dla misjonarzy i sióstr, aptekę, ambulatorium i zabudowania gospodarcze. Do obsługi sprowadzono siostry ze zgromadzenia św. Józefa z Cluny. Wszystkich pacjentów obowiązywał jednakowy strój i regulamin. Chorzy tworzyli jedną rodzinę, wzajemnie sobie pomagając i wykonując określone praktyki religijne. Nad łóżkami trędowatych wisiały obrazki Pani Częstochowskiej "tak samo brązowej i poranionej", jak oni.

Radość misjonarza z otwarcia szpitala nie trwała długo. Zmarł 2 października 1912 roku z wyczerpania. Jego śmierć odbiła się głośnym echem. W czasopismach całej Europy ukazały się artykuły opisujące jego dzieło. Przez 25 kolejnych lat zakład nie posiadał zapomogi rządowej i utrzymywał się z odsetków od sum złożonych w banku oraz ze środków wciąż napływających z Polski.
Po drugiej wojnie światowej obok szpitala wybudowano domki, w których mieszkają trędowaci z rodzinami. Chorzy bez rodzin żyją w małych grupach. Dziś w każdej diecezji Madagaskaru jest leprozorium, ale przypadki ciężkie wciąż odsyła się do Marana.